Jesteśmy by pomagać! - Informacje - Policja Łódzka

Informacje

Strona znajduje się w archiwum.

Jesteśmy by pomagać!

Policjanci odnaleźli mężczyznę, który zadzwonił pod numer alarmowy i poinformował, że bardzo źle się czuje. Twierdził, że potrzebuje pilnej pomocy. Jak się okazało 33-latek cierpi na chorobę neurologiczna i miał kolejny atak.

9 września 2017 roku kilka minut po godzinie 11.00 dyżurny Policji w Zgierzu otrzymał informację, że w jednym z pobliskich lasów znajduje się mężczyzna, który potrzebuje pomocy. Jak się okazało mężczyzna sam zadzwonił pod numer alarmowy. Powiedział, że jest chory i nie wie gdzie jest. Kontakt słowny z nim był bardzo utrudniony, aż w końcu rozmowa została przerwana, gdyż zgłaszający przestał się odzywać. Zdając sobie sprawę, że mężczyzna może znajdować się w śmiertelnym niebezpieczeństwie policjanci natychmiast ruszyli go szukać. Do pomocy przyłączyli się funkcjonariusze z Państwowej Straży Pożarnej oraz strażacy ochotnicy. Policjanci ustalili, że potrzebującym pomocy jest 33–letni mieszkaniec powiatu zgierskiego. Próbowali ponownie się z nim skontaktować telefonicznie, jednak nie przynosiło to oczekiwanego skutku. Dotarli również do jego rodziny, gdzie potwierdzili, że cierpi on na chorobę neurologiczną. Niestety jego najbliżsi nie wiedzieli, gdzie może się w tej chwili znajdować. Po kilku próbach 33-latek ponownie odebrał telefon. Podczas rozmowy z dyżurnym powtarzał, że czuje się coraz gorzej i nie może się podnieść z ziemi. Policjant wypytał się go o to co widzi w pobliżu. Dzięki tym informacjom można było zawęzić promień poszukiwań. Funkcjonariusze włączyli sygnały dźwiękowe i świetlne, a pokrzywdzonego poprosili, by przez telefon przekazał jak tylko usłyszy lub zobaczy radiowóz. W pewnym momencie sami dostrzegli siedzącego pomiędzy drzewami mężczyznę. Jak się okazało  był to szukany przez nich 33-latek.  Na miejsce natychmiast wezwali pogotowie. Gdy wydawało się, że sytuacja została opanowana, mężczyzna dostał kolejnego ataku. Na szczęście był już wtedy pod opieką policjantów i strażaków, którzy zajęli się nim, aż do przyjazdu medyków.